26/02/2020
Tegoroczna rekrutacja do szkół ponadpodstawowych to prawdziwy test dla systemu edukacji, uczniów, rodziców i dyrektorów placówek. Po raz kolejny do liceów, techników i szkół branżowych zmierza 1,5 rocznika absolwentów podstawówek – ponad pół miliona młodych ludzi, czyli znacznie więcej niż zazwyczaj. Ministerstwo Edukacji i Nauki co prawda zapewniało w czerwcu, że „Każdy uczeń do ukończenia 18. roku życia ma zapewnione miejsce w publicznej szkole ponadpodstawowej”, jednak rzeczywistość na poziomie poszczególnych miast i konkretnych szkół okazała się znacznie bardziej złożona i stresująca.

Sytuacja, z którą mierzymy się w tym roku, jest bezpośrednim efektem nałożenia się na siebie dwóch kluczowych reform edukacji. Z jednej strony mamy obniżenie wieku szkolnego z siedmiu do sześciu lat, wprowadzone przez rząd PO-PSL. Z drugiej zaś – likwidację gimnazjów, będącą efektem działań rządu PiS. Te dwie zmiany, skumulowane w czasie, doprowadziły do bezprecedensowego napływu uczniów do szkół średnich. Zwykle w rekrutacji bierze udział około 350 tysięcy uczniów, tym razem liczba ta przekracza pół miliona, co stawia przed systemem edukacji ogromne wyzwania logistyczne i kadrowe.
Statystyki na pierwszy rzut oka: Czy miejsc jest wystarczająco?
Gdy spojrzymy na ogólnokrajowe statystyki, liczby wydają się na pierwszy rzut oka optymistyczne, a nawet zaskakująco pozytywne. Na przykład w Lublinie, w tegorocznej rekrutacji do szkół średnich wzięło udział 7004 uczniów, a przygotowano dla nich aż 7807 miejsc w klasach pierwszych. Oznacza to, że teoretycznie miejsc jest więcej niż chętnych, co mogłoby sugerować spokojny przebieg procesu. Podobnie w Poznaniu, gdzie podstawówki ukończyło około 7,4 tysiąca uczniów, przygotowano aż 12153 miejsca. Nawet jeśli dojdzie młodzież z okolicznych gmin, miejsc powinno wystarczyć dla wszystkich. Warszawa, miasto, gdzie sytuacja wydawała się najbardziej napięta, przygotowała ponad 30,4 tysiąca miejsc, podczas gdy absolwentów wszystkich warszawskich szkół (publicznych i niepublicznych) jest około 24 tysięcy. W makroskali tegoroczna rekrutacja wydaje się więc przebiegać spokojnie, bez większych zgrzytów.
Jednakże, te ogólne dane mogą być mylące. W Gdańsku, na przykład, w tegorocznym naborze do liceów i techników prowadzonych przez samorząd wzięło udział 6950 osób, a w pierwszych klasach utworzono 6,2 tysiąca miejsc. Tutaj już widać niewielki deficyt. Patryk Rosiński z Urzędu Miejskiego w Gdańsku zaznacza, że miasto jest przygotowane na zwiększenie liczby miejsc, ale ostateczne decyzje zostaną podjęte dopiero po opublikowaniu list kandydatów zakwalifikowanych i niezakwalifikowanych. To pokazuje, że choć system stara się być elastyczny, rzeczywistość na poziomie poszczególnych miast i szkół może znacznie odbiegać od ogólnokrajowych zapewnień.
Marzenia kontra rzeczywistość: Wybór wymarzonej szkoły
Mimo zapewnień o wystarczającej liczbie miejsc, dla wielu uczniów i ich rodziców tegoroczna rekrutacja to pasmo stresu i niepewności. Przykładem jest Wiktor z Łodzi, który podjął nietypową decyzję – zamiast szukać miejsca w łódzkich liceach, wybrał technikum w Aleksandrowie Łódzkim. Jak tłumaczy jego tata, Tomek, było to podyktowane kilkoma czynnikami: bliskością (mimo że to inna miejscowość, dojazd jest krótszy i wygodniejszy), pozytywnymi opiniami o atmosferze w szkole oraz możliwością nauki logistyki, co było od dawna marzeniem Wiktora. „Powinno iść więc wszystko gładko. Mała miejscowość, szkoła nie z czołówek rankingów, a i tak nie wiadomo, czy się dostanie. Rok temu bylibyśmy pewni, a teraz trudno coś przewidzieć, do czegoś się odnieść” – nie ukrywa Tomek. Stres dodatkowo potęgują wyniki egzaminów ósmoklasisty, które są kluczowe w procesie rekrutacji. Nawet mała wpadka, jak u Wiktora z matematyki, może zaważyć na przyszłości.
Rodzice Wiktora przeżywają tę sytuację po raz kolejny, bowiem ich starszy syn zdawał do szkoły średniej w pamiętnym, feralnym 2019 roku, kiedy to miała miejsce pierwsza kumulacja roczników (ostatni gimnazjaliści i pierwsi ósmoklasiści). Mimo że starszemu synowi udało się wówczas dostać do wymarzonej klasy, niepewność i obawa o los młodszego dziecka są ogromne. Ministerstwo co prawda obiecuje, że jeśli absolwent podstawówki nie znajdzie miejsca w postępowaniu rekrutacyjnym i uzupełniającym, zostanie przyjęty do szkoły, w której pozostały wolne miejsca. Jednak dla wielu uczniów nie jest to pocieszenie – nie będzie to przecież ta wymarzona szkoła, a jedynie „jakakolwiek”. Dojazdy do odległej placówki, trwające nawet 50 minut w jedną stronę, to dla nastolatka dodatkowe dwie godziny dziennie, które mógłby przeznaczyć na naukę, odpoczynek czy rozwijanie pasji. To nie jest błahostka, ale realne obciążenie dla młodego człowieka, który i tak spędza w szkole siedem, osiem lekcji dziennie.
Przepełnione szkoły i wyzwania kadrowe
Jednym z najpoważniejszych problemów wynikających z obecnej sytuacji są przepełnione klasy i trudności z ułożeniem sensownego planu lekcji. Małgorzata Pucułek, dyrektorka LXV LO w Warszawie, szkoły integracyjnej, opowiada o realiach, z jakimi mierzy się jej placówka. „Zajęcia zaczynały się u nas o 7.45 i trwały do godz. 18. Podejrzewam, że teraz będzie to samo, bo również będzie sześć klas pierwszych” – mówi. Co więcej, miasto prosiło o utworzenie jeszcze jednej klasy, na co dyrektorka nie zgodziła się, mając na uwadze bezpieczeństwo, ciszę i komfort uczniów, zwłaszcza tych z orzeczeniami i niepełnosprawnościami. Szacuje, że aby wszystko funkcjonowało sensownie, w jej szkole powinno być o 150 osób mniej. „Pracuję prawie 20 lat, a tak trudnego roku nie pamiętam. Najbliższy nie zapowiada się lepiej” – podsumowuje Pucułek, wskazując na gigantyczne wyzwanie, jakim jest znalezienie odpowiedniej kadry nauczycielskiej.
Wielu nauczycieli, takich jak polonista czy matematyk, już w ubiegłym roku pracowało po 35 godzin tygodniowo, ponieważ dyrekcja nie była w stanie znaleźć nikogo na ich miejsce. Teraz sytuacja jest jeszcze trudniejsza – oprócz polonisty i dwóch matematyków, poszukiwani są także geograf i historyk. Podobnie w XXVI LO w Łodzi, gdzie plany lekcji zostaną podane dopiero pod koniec wakacji. Nie wiadomo, ilu nauczycieli uda się zatrudnić na etat, ponieważ chętnych jest niewielu. Wiele osób będzie dojeżdżać tylko na pojedyncze godziny z macierzystych szkół. Przy siedmiu klasach pierwszych (rok temu było sześć) ułożenie planu lekcji to prawdziwy wyczyn, a szkoła może jedynie „starać się utrzymać jednozmianowość”, bez gwarancji sukcesu.
Walka o prestiżowe miejsca: Które licea są najbardziej oblegane?
W obliczu braku fizycznej przestrzeni w szkołach – „Wszystko co mogło być, jest wykorzystane. Korytarzy przecież nie możemy zabudować” – jak słyszymy w jednym z liceów – walka o miejsce w pożądanych placówkach staje się jeszcze bardziej zacięta. Grzegorz Lech, dyrektor III LO im. Unii Lubelskiej w Lublinie, z ironią przyznaje, że „Wszystkie dziury przerobione są na 'prestiżowe' sale lekcyjne nazywane przez uczniów dziuplami albo akwariami”. Jego szkoła, od lat starająca się o dodatkowy budynek, w tym roku otworzy sześć klas pierwszych (było pięć). Na 192 miejsca ma 260 kandydatów, i są to tylko te osoby, które wskazały „Unię” w pierwszej preferencji. Co ciekawe, rok temu kandydatów było o ponad 100 więcej. Dyrektor wyjaśnia, że to również efekt kumulacji – uczniowie, obawiając się konkurencji o miejsca w najlepszych liceach, woleli wskazać te spoza ścisłej czołówki, co w efekcie sprawiło, że do nich może być teraz trudniej się dostać.
W Lublinie najpopularniejszą szkołą ponadpodstawową w tegorocznym naborze jest XXX LO im. Twardowskiego, które przygotowało 224 miejsca, a liczba chętnych z pierwszej preferencji z pozytywnie rozpatrzonymi wnioskami to aż 493. Oznacza to, że o jedno miejsce ubiegają się tu ponad dwie osoby. Wysoko w tym zestawieniu plasuje się także Zespół Szkół nr 1 im. Grabskiego, oferujący 288 miejsc, na które wskazało 567 osób (prawie dwie osoby na miejsce). Trzecie jest IX LO im. Kopernika, gdzie 192 miejsca przyciągnęły 370 kandydatów z pierwszego wyboru (1,9 osoby na miejsce).
Jeszcze trudniej jest dostać się do niektórych liceów w Gdańsku. Rekord należy do Uniwersyteckiego LO im. Adamowicza, które na 140 miejsc ma aż 447 chętnych z pierwszej preferencji (ponad 3 osoby na miejsce). Najbardziej oblegana jest klasa biologiczno-chemiczna, gdzie o 28 miejsc walczy 109 kandydatów. W II LO w Gdańsku, na 180 miejsc zgłosiło się 453 uczniów (2,5 osoby na miejsce), a największa konkurencja panuje na profilu medycznym (30 miejsc, 128 kandydatów). Podobnie wygląda rekrutacja do XIX LO, które oferuje 176 miejsc, a ma 436 kandydatów. Najpopularniejszy jest tam profil artystyczny (grupa plastyczna) – o 14 miejsc walczy 86 osób.
W Warszawie, choć uczniowie wciąż mogą przenosić dokumenty i zmieniać decyzje, już widać, że ze wszystkich szkół średnich najbardziej oblegane są licea. Oferują one dokładnie 19938 miejsc, tymczasem ponad 25,7 tysiąca osób wskazało te placówki w pierwszej preferencji i ma już zatwierdzone wnioski. Kolejnych 800 czeka na poprawki i ponowne zatwierdzenie. To jasno pokazuje, że nawet tam, gdzie teoretycznie miejsc jest więcej niż absolwentów, problemem jest nierównomierne rozłożenie zainteresowania i ogromna presja na najbardziej pożądane profile i szkoły.
Granice możliwości: Gdzie kończy się przestrzeń?
Szkoły nie mogą przyjąć wszystkich chętnych, a jedyne, co systematycznie robią na wniosek samorządów, to zwiększanie liczby osób w klasach. W Łodzi w ubiegłym roku dyrektorzy liceów i techników mieli przyjmować po 33 osoby do klas, ale „ostatecznie i tak w niemal wszystkich mamy po 35 osób” – mówią w 26 LO. Rok wcześniej limit wynosił 30, potem zwiększono go do 32. W Warszawie klasy liczące 35 osób to standard, a nierzadko zdarzają się nawet 40-osobowe oddziały.
Dariusz Chętkowski, polonista z łódzkiego liceum, w swoim blogu ironicznie komentuje: „Na siłę można wepchnąć do klasy nawet 38-40 uczniów. Jeśli dzieci będą siedzieć nieruchomo, nic się nie stanie. Pokażcie mi jednak nastolatka, który w takim ścisku wytrzyma godzinę”. Jego największa klasa liczyła 38 osób. Choć chętni zostali przyjęci, to potem, aby zabrać głos na lekcji, musieli ustawiać się w kolejkę, podobnie jak po oceny z klasówek. To drastycznie obniża jakość nauki i komfort pracy zarówno uczniów, jak i nauczycieli, nie mówiąc już o kwestiach bezpieczeństwa i zachowania ciszy w tak licznej grupie. Chętkowski przypomina również dyrektorom, że „jeśli przyjmą za dużo osób do klasy – bo tak władza kazała – i coś się z tego powodu stanie, prokurator dobierze się do skóry dyrektorowi danej placówki, a nie władzom miasta”.
Dyrektorzy szkół nie mają wątpliwości, że za tym zwiększaniem liczebności klas stoją pieniądze. Taniej jest dołożyć do każdej klasy po dwoje, troje uczniów, niż otwierać kolejny oddział i zatrudniać kolejnych nauczycieli. Problem w tym, że często fizycznie nie ma już na to miejsca. Sale, które były przeznaczone do zajęć w grupach, przerobiono na nieco większe, by zmieściły się tam całe klasy, czyli standardowe 32 uczniów. Dodatkowe, nawet dwie skromne ławki, w wielu pomieszczeniach po prostu się nie zmieszczą. Tego jednak w zasadach rekrutacji nie przeczytamy. Ministerstwo Edukacji i Nauki jedynie oświadcza, że minister nie może wpływać na wynik postępowania rekrutacyjnego ani na liczbę miejsc w oddziałach klas pierwszych szkół ponadpodstawowych.
Pytania i odpowiedzi: Co dalej z rekrutacją?
| Pytanie | Odpowiedź |
|---|---|
| Czy każdy absolwent podstawówki znajdzie miejsce w szkole średniej? | Tak, Ministerstwo Edukacji i Nauki zapewnia, że każdy uczeń do 18. roku życia ma zapewnione miejsce w publicznej szkole ponadpodstawowej. Jednak niekoniecznie będzie to szkoła wymarzona, ani nawet blisko miejsca zamieszkania. |
| Dlaczego w tym roku jest tak wielu absolwentów podstawówek? | Jest to efekt kumulacji dwóch roczników, wynikającej z nałożenia się na siebie dwóch reform edukacji: obniżenia wieku szkolnego (rząd PO-PSL) i likwidacji gimnazjów (PiS). |
| Jakie są główne wyzwania dla szkół średnich w związku z dużą liczbą chętnych? | Wyzwania to przede wszystkim przepełnione klasy (nawet 35-40 uczniów), konieczność prowadzenia zajęć do późnych godzin wieczornych, brak wystarczającej liczby sal lekcyjnych oraz trudności ze znalezieniem wykwalifikowanej kadry nauczycielskiej. |
| Czy zwiększanie liczby uczniów w klasach jest bezpieczne i efektywne? | Zwiększanie liczby uczniów powyżej standardowych limitów budzi obawy o bezpieczeństwo, komfort nauki oraz jakość kształcenia. Dyrektorzy szkół podkreślają, że w zatłoczonych klasach trudniej o indywidualne podejście i efektywną komunikację. |
| Jakie szkoły są najbardziej oblegane? | Największą konkurencję odnotowują zazwyczaj licea ogólnokształcące, szczególnie te prestiżowe, z długą tradycją lub oferujące popularne profile (np. biologiczno-chemiczny, medyczny, artystyczny). Jednak w tym roku, ze względu na dużą liczbę kandydatów, konkurencja wzrosła również w szkołach spoza ścisłej czołówki. |
Zestawienie rekrutacyjne: Miejsca vs. Kandydaci (wybrane miasta i szkoły)
| Miasto / Szkoła | Liczba Miejsc | Liczba Kandydatów (pierwsza preferencja) | Stosunek Kandydatów na Miejsce |
|---|---|---|---|
| Lublin (całkowita rekrutacja) | 7807 | 7004 | 0.9 (miejsc więcej niż chętnych) |
| Gdańsk (całkowita rekrutacja) | 6200 | 6950 | 1.1 (chętnych więcej niż miejsc) |
| Poznań (całkowita rekrutacja) | 12153 | ~7400* | 0.6 (miejsc znacznie więcej niż chętnych) |
| Warszawa (Licea) | 19938 | >25700 | >1.2 (chętnych więcej niż miejsc) |
| Lublin: XXX LO im. Twardowskiego | 224 | 493 | 2.2 |
| Lublin: ZS nr 1 im. Grabskiego | 288 | 567 | 1.97 |
| Lublin: IX LO im. Kopernika | 192 | 370 | 1.93 |
| Gdańsk: Uniwersyteckie LO im. Adamowicza | 140 | 447 | 3.2 |
| Gdańsk: II LO | 180 | 453 | 2.5 |
| Gdańsk: XIX LO | 176 | 436 | 2.48 |
*Dane dla Poznania dotyczą absolwentów podstawówek w mieście, bez uwzględnienia uczniów z gmin ościennych.
Podsumowując, tegoroczna rekrutacja do szkół średnich w Polsce to skomplikowana układanka, w której oficjalne statystyki dotyczące ogólnej liczby miejsc mogą być mylące. Choć na poziomie makro wydaje się, że miejsc nie brakuje, to rzeczywistość na poziomie poszczególnych placówek, zwłaszcza tych najbardziej pożądanych, jest znacznie bardziej stresująca. Kumulacja roczników, niedobór kadry nauczycielskiej, problem przepełnionych klas i ograniczona przestrzeń fizyczna w szkołach sprawiają, że dla wielu uczniów i ich rodzin proces rekrutacji staje się prawdziwą batalią o wymarzoną szkołę i komfortowe warunki nauki. Pozostaje mieć nadzieję, że system edukacji znajdzie trwałe rozwiązania, które pozwolą sprostać wyzwaniom demograficznym i zapewnić wszystkim młodym ludziom wysokiej jakości edukację, a nie tylko „jakiekolwiek” miejsce w szkole.
Zainteresował Cię artykuł Rekrutacja do liceum: Miejsca, Marzenia i Wyzwania? Zajrzyj też do kategorii Edukacja, znajdziesz tam więcej podobnych treści!
